Spóźniona relacja ze SPOTa - musiałem to wszystko przetrawić :D
Były to już drugie Pomorskie SPOTkania z Larpami SPOT 2011, które organizowałem, i jednocześnie, w których brałem udział. Ci, którzy nie wiedzą - SPOT wywodzi się z tradycji jednonocnych larpów tzw. majówek, które Zardzewiały Topór organizuje od paru ładnych lat (o ile mnie pamięć nie myli byłem na 4 majówkach, które odbywały się na przełomie 30 kwietnia/1 maja w Chwaszczynie w okolicach fortu Legan). Tak, więc nasz konwent ma długą tradycję. Tegoroczna impreza odbywała się w dniach 30 kwietnia (sobota) – 2 maja (poniedziałek), więc termin był lepszy niż w zeszłym roku. Pogoda wbrew temu, że wiało niemiłosiernie, też była lepsza – prawie cały czas było słońce, a czasem nawet przestawało wiać!
Jako, że byłem w organizatorce SPOT zaczął się dla mnie w piątek rano, kiedy to razem z Matem odebraliśmy Frederika Berga Østergaarda (naszego gościa z Danii) z lotniska i pojechaliśmy na teren, aby go ogarnąć i przygotować. Nie będę Was tutaj zanudzać opisem żmudnych przygotowań do konwentu. Jedno można powiedzieć – lekko, nie było. Zwłaszcza nocą, kiedy to trzeba było mentalnie przygotowywać się do konwentu. co trwało, aż do drugiej w nocy!
W sobotę wstałem nadzwyczaj wcześnie, bo już o 7 rano, a to wszystko dzięki naturalnej potrzebie… Przy okazji dowiedziałem się, że Yoshiko wraz z Doktorem Zinem właśnie zjechali, o tej nieziemsko wcześniej godzinie po 24-godzinnej podróży autostopem. Tak, więc musiałem się wygramolić z mojego cieplutkiego i rozgrzanego posłania w namiocie (jako prawdziwy hardkor spałem w namiocie – nie ma lipy!), i ich powitać z jedyną i niepowtarzalną gościnnością spotową słowami: „czemu siedzicie na zewnątrz, a nie w karczmie skoro tak cholernie wieje!” – czy jakoś tak. Po krótkim powitaniu i opowiedzeniu mi jak tutaj dotarli, postanowiliśmy wejść do karczmy, która od środka zamknął Vit i smacznie w niej spał. Po niezwykle gimnastycznej akrobatyce dostałem się przez uchylone okno do środka i otworzyłem okna, abyśmy mogli się ogrzać we wnętrzu. Tam też dostałem przecudny utwór, od Yoshiko, którym później katowałem na okrągło cały konwent (mi się tam nadal podoba). Z czasem powoli zaczęli się schodzić ludzie na śniadanie i trzeba było się ogarnąć.
Pierwszą atrakcją, w której wziąłem udział był LARP Legenda 2011 – Dragonball organizowany przez Kubę Kołodziejczaka i Kamila Głośnickiego z GSF Alkor. Była to czwarta odsłona larpowa ze świata Legendy Pięciu Kręgów. W tej części przyszło uczestnikom zmierzyć się z bezdotykowym kung-fu i medytacją polegającą na grze w pomidora, kto tego nie widział, nie wie, co stracił. Zabawa była przednia patrząc jak ludzie walczą z niezwykle trudnymi i wyrafinowanymi technikami bezdotykowego kung-fu. Miałem rolę księcia domu wojowników. W moim wypadku dość szybko okazało się, że dupa, a nie wojownik ze mnie, więc zabrałem się za politykowanie, co mi się powiodło. W miarę szybko, (bo już po 10 razie powtarzania tego samego) udało przekonać mi się innych książąt do mojej racji. Larp skończył się ogólnopólną zgodą. Wszystkie postacie (prawie – oprócz cesarza, bo nie odzyskał władzy) wyszli z niego zadowoleni.
Następnie razem z Artem, Magdą i Matem prowadziliśmy drugą część trylogii lampowej pt. Kryształy Czasu 2 – Rysa. To, co mnie zaskoczyło to nadzwyczajnie duża frekwencja przyszło o 10 osób więcej niż zakładaliśmy. O samym larpie nie będę się rozpisywać – tyle tylko, że Król Ghouli osiągnął, co chciał – naprawił kryształ i wrócił do życia. Czy larp się udał? To osądzą gracze. Według mnie stanęliśmy na wysokości zadania (w przeciwieństwie do zeszłego roku). Później brałem już tylko udział w ognisku, na którym się działo, że hej! W końcu, to była pierwsza noc spotowa. Poszedłem spać dosyć poźno, ale to przez te emocje, tyle się w końcu działo!
Następnego dnia (tj. w niedzielę) prowadziłem z rana JEEPformę – „Apelacja”. Wprowadzenie, co do mechaniki jeepowej przeprowadził Mirage, dzięki czemu ludzie zrozumieli o co w jeepach biega. Była to kontynuacja Jeepa „… i sprawiedliwość dla wszystkich”. Tłem i osią jej wydarzeń była batalia sądowa pomiędzy Roaldem Amundsenem, a Frederickiem Steffensenem o to, czy ten drugi osiągnął biegun południowy. Muszę powiedzieć, że gracze naprawdę stanęli na wysokości zadania. Używali takich argumentów (a właściwie tworzyli je na poczekaniu), że byłem pod wrażeniem. Apelację wygrał Frederick Steffensen – i to on (w równoległej rzeczywistości) jako pierwszy na świecie osiągnął biegun południowy.
Później razem wraz z Beniem zrobiliśmy sobie krótką przerwę konsupcyjno-regeneracyjną. Najpierw w pizzerii (pyszny żurek!), a potem szkole, aby mieć siły wziąć udział w dalszym punkcie programu – wybraliśmy Grę o Tron prowadzoną przez Miraża i Kubę z Alkoru. LARP był całkiem fajny, ale pogoda całkowicie podcięła mu skrzydła, przez co nie mógł się rozwinąć w pełnej okazałości. Ja jako sługa lorda Jona wykazywałem się zdolnościami detektywistycznymi Inspektora Clouseau z serii filmów o Różowej Panterze. Przynajmniej dopóki mój Lord nie zginął… Niestety muszę przyznać, że rolę skopałem, bo miałem się skupić na czym innym, ale za to bawiłem się świetnie. Reszta graczy była zadowolona, zwłaszcza spiskowcy, którzy wzniecili rebelię przeciwko królowi.
Ostatnim punktem programu, w którym wziąłem udział był LARP Kolonia prowadzony przez Dzas, gdzie to wcieliliśmy się w dzieci przebywające na diabolicznej kolonii młodzieżowej posiadające ogromny rozrzut chorób psychicznych. Zabawa była przednia, co prawda wychowawcy mieli marne szanse na opanowanie swoich podopiecznych, a prowadząca stwierdziła, że larp jej nie wyszedł. No, ale mi i innym się podobało.
Dzień skończyłem przy ognisku dyskutując o larpach i odpoczywając po całym dniu larpowania. Inni jeszcze uczestniczyli w techno Snot-Ballu i Nocnym Polowaniu na wilkołaki. Ja natomiast zorganizowałem jeszcze Tanią Wódkę Nocą (kto nie wie co to niech żałuje :D), a Benio zaproponował grę w Flankie Ball, która wymagała niezwykłych zdolności manualno-percepcyjnych. Drugi dzień SPOTa zakończyłem o 5 rano, kiedy już widniało. Przypadł mi w udziale zaszczyt zgaszenia ogniska.
Ostatni dzień był najkrótszy, a co za tym idzie najsmutniejszy. Wstałem, doprowadziłem się do ładu i przeprowadziłem Wytrzymałościowy Konkurs Kąpieli Majowych, w którym został osiągnięty niesamowity rekord – 30 minut przybywania w jeziorze! Konkurs wygrali ex sequo Nurgling i Kamila, gdyż Magda była zmuszona zrezygnować wcześniej. Podziwiam Was! Ja bym nie wszedł do tej wody nawet stopą. Film z tego konkursu dla prawdziwych Twardzieli (obu płci) znajdziecie pod poniższym linkiem: http://www.youtube.com/watch?v=gEKXM7tQVE4. Przy okazji dziękuję dzielnemu foto-operatorowi - Sebie, za trudny filmowania, lekko nie miał :)
Następnie odpaliłem Gre Terenową Artefakt w settingu Warcrafta III, polegającej na zdobyciu potężnego artefaktu – Miecza Chaosu przez jedną z trzech ras (ludzie, orki, nocne elfy). Pierwszy raz gra została rozegrana jesienią zeszłego roku w lesie we Gdańskim Wrzeszczu. Na SPOCIE miała premiera jej ulepszonej i poprawionej wersji. Została rozegrana w 8 osób, czyli w dwóch 4-osobowych drużynach. Wygrały orki! Pomagali mi, robiąc za potwory Miraże i Art oraz KarenRipp i Kasia strzelając fotki. Serdecznie dziękuje wszystkim za pomoc i udział. Mój pomysł się sprawdził, naniosę część poprawek zaproponowanych przez Was i odpalę ją na Projekcie Tygodniówka 2011. Moja gra terenowa była ostatnim punktem programu.
O godzinie 17:00 oficjalnie zakończyliśmy SPOTa 2011. Odbyło się rozdanie nagród, krótkie przemowy i podziękowania oraz zdjęcia grupowe, po czym każdy poszedł w swoją stronę – ja akurat sprzątać pomieszczenia higieniczno-sanitarne :D
Wszystkim uczestnikom i twórcom programu serdecznie dziękuje za wzięcie udziału w SPOCIE 2011, mam nadzieję, że się bawiliście równie dobrze jak ja, a może jeszcze lepiej! Do zobaczenia za rok!
Napisz opinię